
Po powrocie z pracy bardzo lubię udać się do jednego z moich ulubionych miejsc w moim mieście — księgarni Waterstones. Zawsze kieruję się do działu z książkami na temat szeroko pojętego rozwoju. Od kilku lat czytam książki budzące świadomość — świadomość duchową, emocjonalną, finansową. Lubię czytać książki, które uczą nowego myślenia, które zagrzewają do walki, które inspirują i uczą nas jak żyć świadomie, odważnie i autentycznie. Bo w gruncie rzeczy, kiedy dorastamy nikt nie uczy nas jak żyć świadomie, odważnie i autentycznie. Mało tego. Kiedy dorastamy bardzo często wpaja się nam, że świat jest niesprawiedliwym, złowrogim miejscem. Kiedy młodemu umysłowi wgra się właśnie takie „złośliwe” i szkodliwe oprogramowanie, to umysł taki będzie przez całe życie operował w poczuciu niedostatku, lęku i zagrożenia.
Oczywiście istnieją wybrańcy, tacy jak Richard Branson (to właśnie o nim będzie ten wpis), który miał szczęście urodzić się w bardzo mądrej, kochającej i wspierającej się rodzinie. W rodzinie, w której dzieci były zachęcane do dialogu, a nie wiecznie uciszane i karcone za każdy dziecięcy wybryk. W jednym z rozdziałów Richard opisał cenną radę jaką dała mu jego matka gdy był młodym chłopcem. Jego mama powiedziała mu, żeby nigdy nie osądzać i krytykować innych ludzi. Jeśli tylko usłyszała jak Richard negatywnie się o kimś wypowiadał, kazała usiąść mu przed lustrem i wpatrywać się we własne odbicie przez pięć minut. Dlaczego? Ponieważ jej zdaniem, krytykowanie i osądzanie innych jest jedynie kiepskim odbiciem naszego własnego charakteru.
Kiedy w wieku zaledwie 16 lat Richard postanowił rzucić szkołę i zostać przedsiębiorcą to nie spotkał się z dużym oporem ze strony swych rodziców. Na początku, jego tata był zawiedziony, że jego syn nie chciał iść w jego ślady i zostać prawnikiem. Jego mama zaś zaakceptowała jego wybór i kibicowała mu. Wyobraźmy sobie teraz zupełnie inny scenariusz. Richard ma zupełnie innych rodziców: surowych, autorytarnych i bardzo konformistycznych. Takich co najbardziej przejmują się tym co powiedzą inni. Wyobraźmy sobie, że na wiadomość o tym, że Richard rzuca szkołę w wieku 16 lat, ostro mu się obrywa od rodziny. Rodzice zmuszają go wszelkimi sposobami, aby dalej się kształcił i został tym nieszczęsnym prawnikiem, a on w obliczu presji poddaje się. Jakie byłyby konsekwencje takiego działania? Bardzo smutne: stłamszone ambicje, pogwałcona wolna wola młodego człowieka, zdławione marzenia, podcięte skrzydła, związane ręce. Richard wiódłby przeciętne i nudne życie, jakie wiedzie miliardy ludzi. Świat nigdy by o nim nie usłyszał. Stracilibyśmy geniusza biznesu.
Ilu geniuszy sztuki, biznesu i technologii stracił świat tylko dlatego, że młody człowiek nie otrzymał wsparcia i motywacji ze strony rodziny i społeczeństwa? Pewnie miliony. Ile milionów ludzi dziennie trwoni swój cenny twórczy potencjał bo nie ma wiary w siebie, brakuje im odwagi i siły przebicia? Dlaczego brakuje im odwagi i pewności siebie? Bo już od dziecka wgrano w ich podświadomość szkodliwe oprogramowanie (świat jest zły, niesprawiedliwy, nie wychodź przed szereg, z talentem trzeba się urodzić, a ty go nie masz) – takich przykładów „złośliwego” oprogramowania mogłabym przytaczać tutaj w nieskończoność. Myślę, że mielibyśmy na świecie więcej szczęśliwych i spełnionych życiowo ludzi, gdyby ich rodzice dawali im w dzieciństwie i okresie dorastania więcej akceptacji, szacunku, zrozumienia i miłości. Myślę, że gdybyśmy mieli na świecie więcej “Richardów Bransonów”, to świat byłby o wiele radośniejszy i bardziej postępowy.
Ktoś teraz mógłby zapytać: „A co jeśli jestem już dorosłym człowiekiem, moja podświadomość jest już ukształtowana, a ja właśnie odkryłem/am, że operuje ona na negatywnych algorytmach? Moje życie jest przepełnione niską energią. Czuję, że nie dokonam już niczego wspaniałego w życiu. Brakuje mi wiary w siebie, nie miałem/am wspierającej i kochającej rodziny, więc wszystko już zaprzepaszczone”. Nie, nie do końca – tak brzmiałaby moja odpowiedź. Jest nadzieja na transformację, pod warunkiem, że jej chcesz.
Nasz umysł jest o wiele bardziej plastyczny niż zdajemy sobie z tego sprawę. O tym jak bardzo plastyczny jest nasz umysł, oraz nasz osobowość dowodzą najnowsze badania naukowe. Ale o tym napiszę w innym poście. W każdym wieku i na każdym etapie życia można dokonać zmian. Można przeprogramować umysł podświadomy. Można zresetować szkodliwe algorytmy i wgrać w ich miejsce te świeże, zdrowe i bardziej innowacyjne. Można wykorzenić „chore i uszkodzone” kody, wyrwać je niczym chwasty i zasadzić nowe i zdrowe kody w naszej podświadomości. Są na to sposoby. Wymaga to jednak wiele pracy wewnętrznej i bardzo dużo uporu. O tym też napiszę dokładniej w przyszłych postach (ja się dopiero rozkręcam :-). Chcę tylko powiedzieć, że sama jestem przykładem osoby, która od lat resetuje złe, niczemu niesłużące kody podświadomości i uczy się zastępować je nowymi, zdrowszymi. Słowami kluczowymi tych nowych kodów są: miłość, odwaga, radość, wolność, wdzięczność, piękno, dobroć, sukces, rozwój. Stosuję wiele technik. O większości technik dowiedziałam się z książek oraz Internetu. Ponieważ lubię doświadczać nowych rzeczy to uczyniłam z siebie królika doświadczalnego. Póki co widzę wyraźną poprawę w moim życiu. Skoro wiele strategii działa dla mnie to postanowiłam dzielić się z nimi w moim blogu. Stąd właśnie pojawił się pomysł na jego pisanie.
Ale wracając do pana Bransona. Czy polecam przeczytanie jego książki pt. „Like a Virgin. Czego nie nauczą Cię w szkole biznesu”? O tak, jak najbardziej. Warto ją przeczytać, szczególnie jeśli szukasz inspiracji, motywacji i jesteś na drodze poszukiwania wzorów do naśladowania. Bardzo się cieszę, że książka została przetłumaczona na język polski. Uważam, że nieprawdą jest, że tylko dzieci i młodzież potrzebuje autorytetów, idoli i wzorców do naśladowania. Dorośli też ich potrzebują. W moim życiu zawsze istnieją tzw. role models. Czasem znajdę inspirację w instruktorce fitnessu albo innowacyjnym przedsiębiorcy takim jak Richard Branson. W chwili obecnej jestem zafascynowana panią Babette Davis, która w wieku ponad 70 lat wygląda pięknie, szczupło i mega zgrabnie. Babette jest właścicielką wegańskiej restauracji. Sama jest weganką od ponad 30 lat. Babette jest kobietą sukcesu, tryska energią i optymizmem. Jest bez wątpienia moim wzorem do naśladowania.
W momencie pisania przeze mnie tego postu Richard ma 72 lata. Oprócz miliardów na koncie ma też mnóstwo pomysłów na kolejne biznesy. Obecnie pod jego nadzorem trwają prace nad rozwojem turystyki kosmicznej. Richard chciałby aby ludzie mogli podróżować w przestrzeń kosmiczną w ramach rozrywki. Komercyjne loty w kosmos, czyż to nie brzmi wspaniale? Richard chciałby też umożliwić ludziom zwiedzanie dna mórz i oceanów w specjalnie do tego skonstruowanych łodziach podwodnych (przeszklone kopuły pozwalające na obserwowanie podwodnego świata). Przykład Pana Bransona pokazuje, że nigdy nie należy rezygnować ze swych marzeń, a wiek nigdy nie powinien być przeszkodą w realizowaniu naszych aspiracji. Richard nadal jest bardzo aktywny: biega w maratonach, pływa na snowboardzie, gra w tenisa, jeździ na nartach. W swej autobiografii pisze, że planuje być czynny zawodowo do co najmniej 90-tego roku życia.
Tak jak pisałam wcześniej, miliarder zakończył formalną edukację w wieku 16 lat. Richard już w młodym wieku wiedział, że chce być swym własnym szefem i że, pracując dla kogoś innego nigdy nie zrealizuje swych oryginalnych pomysłów i marzeń. Już jako nastolatek był niezależny, przedsiębiorczy, niepokorny i niezwykle pomysłowy. W wieku 16 lat spróbował swych sił w biznesie. Stworzył magazyn studencki: „Student” i reklamował go przez telefon, dzwoniąc ze szkolnej budki telefonicznej.
W swojej książce Richard opowiada o początkach Virgin (wytwórni muzycznej, sieci sklepów muzycznych), a potem o tym jak grupa Virgin rozrastała się na coraz większe obszary (kolej, bankowość, linia lotnicza). Pomysł Bransona na stworzenie linii lotniczych Virgin pojawił się dlatego, że kilka dekad temu obsługa konsumencka na pokładach samolotów pasażerskich nie była wysokich lotów. Richard chciał zapewnić swym pasażerom komfort, poczucie wyjątkowości, rozrywkę. Jako piewrszy wpadł na pomysł aby w oparciach foteli samolotów pasażerskich instalować urządzenia wideo/komputerowe, po to aby pasażerowie mogli się odprężyć i zapomnieć o stresie. Virgin Atlantic wpadło na pomysł aby organizować transfery dla swych pasażerów limuzynami z hotelu na lotnisko. Richard miał zawsze nietuzinkowe pomysły, zadziorne kampanie reklamowe; potrafił stworzyć usługi, których na rynku brakowało. Jest pionierem i kreatorem rozwiązań. Umiał wbić się w rynek niszowy. W swej książce Richard wielokrotnie przywołuje imię Steve’a Jobsa. Widać, że szanuje go i bardzo ceni. Steve kochał piękno w czystej postaci i był perfekcjonistą w każdym calu. Wierzył, że człowiek może zaginać rzeczywistość i że wszelkie przeszkody to tylko wytwory naszej wyobraźni.
Richard w swej książce odpowiada na listy i pytania czytelników. Pisze o organizacji wspierającej młodych inwestorów, którą założył. Daje rady jak założyć własny biznes, jak zarządzać dużą firmą i jak motywować do działania pracowników. Richard kilkukrotnie podkreśla, jak istotne jest poczucie humoru, kreatywność, innowacyjność, elastyczność i zdrowa doza zuchwałości. Podoba mi się jego podejście do pracowników. Richard twierdzi, że ludzie są o wiele bardziej wydajni i pomysłowi, gdy mogą pracować na pół etatu, albo z domu. Dlatego pozwala on swym pracownikom na pracę w elastycznym wymiarze godzin. Podoba mi się też jego opinia na temat edukacji wyższej. Richard twierdzi, że 4 albo 5 lat nauki aby osiągnąć stopień licencjata albo magistra to zdecydowanie za długo. Branson uważa, że wakacje studenckie są za długie, a domy studenckie nie generują wystarczająco dużo dochodów (stoją przez 2 lub 3 miesiące puste). Branson twierdzi, że naukę na poziomie wyższym należy skondensować, oferować więcej zdalnego nauczania i kłaść większy nacisk na praktykę i przygotowanie do zawodu. Ja się z nim całkowicie zgadzam. Jest jeszcze tyle przestarzałych paradygmatów na tym świecie, że aż ciężko w to uwierzyć. Wszystko bierze się z ogromnego przywiązania ludzi do tradycji.
Richard Branson ma do siebie wielki dystans. W swej książce kilkukrotnie podkreślał, że kiedy Virgin zaczęło inwestować w kolej, bankowość i loty pasażerskie, on sam nie do końca wiedział jak to wszystko będzie wyglądało – w końcu nie da się być ekspertem od wszystkiego. Jednak nie przeszkadzało mu to w działaniu. Najważniejsze jest zawsze zrobić pierwszy krok, przystąpić do działania. Potem wszystko zaczyna się klarować i nabierać tempa. Pojawiają się eksperci, którzy mogą nam pomóc, mentorzy, którzy mają większe doświadczenie w danej dziedzinie niż my sami, i tak sukcesywnie, krok po kroku rozwijamy naszą wiedzę i nasz biznes. Siedzenie, dywagowanie i planowanie nigdy do niczego nas nie zaprowadzi. Tylko działanie przyniesie nam wymierne skutki. A zatem do dzieła!
