Eccentricize Your Life: Ordinary Is Overrated

Żegnaj prokrastynacjo! Witaj internetowa dieto!

Minęły zaledwie dwa dni odkąd wprowadziłam pewne istotne zmiany w swym życiu, a już zauważam kolosalną różnicę w moim samopoczuciu. Kilka dni skończyłam czytać książkę autorstwa Michaela Ruckera pt. „The Fun Habit”  („Supernawyk. Odzyskaj spontaniczność i ciekawość świata”). Muszę przyznać, że ta książka chyba na dobre uleczyła mnie z prokrastynacji. Autor w bardzo interesujący sposób wyjaśnia, że czas spędzony na bezproduktywnych czynnościach takich jak oglądanie telewizji czy bezmyślne buszowanie po Internecie jest czasem zmarnowanym. Czas, który marnujemy trafia do Nicości. Wyobraziłam sobie tą nicość jak przepastną ciemną czeluść i doszłam do wniosku, że nie chcę już dłużej wrzucać cennych minut, godzin i dni mojego życia do czeluści o nazwie Nicość. Teraz, za każdym razem gdy mam ochotę sprawdzić jakiś nicnieznaczący drobiazg w w Internecie, to wyobrażam sobie jak moje cenne minuty i godziny znikają bezpowrotnie w przepastnej paszczy Nicości. Wyobrażam sobie Nicość jak wielkiego potwora:

Jakie zatem zmiany wprowadziłam po przeczytaniu książki Fun Habit? Ogólnie rzecz biorąc to jestem na drakońskiej diecie internetowej. Skoro dzięki diecie i jodze udało mi się kilka lat temu schudnąć 10 kilogramów, to chcę teraz zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy poprzez wdrożenie stałej diety internetowej. Tak, tak, czas to pieniądz. Gdybym zmarnowany czas w Internecie przeznaczyła na zarabianie pieniędzy to już byłabym milionerką. Skoro potrafiłam ograniczyć ilość kalorii spożywanych w produktach żywnościowych, to teraz muszę ograniczyć spożycie cyfrowych kalorii.  W poniedziałek 24-tego czerwca o godzinie 18:00 wyłączyłam telefon i schowałam go w pudle z różnymi duperelami. Nie sprawdzałam mojego telefonu już ponad 18 godzin. Zauważyłam, że o wiele łatwiej jest mi ograniczyć spożycie cyfrowych kalorii gdy korzystam z laptopa. Najbardziej podstępne są kalorie „spożywane” podczas niewinnego przeglądania newsów w komórce. A to się zerknie chwilkę na powiadomienia STRAVY, a to na sekundkę zerknę na profile i opsy na WhatsApp, a to sprawdzę notowanie na giełdzie w Revolut, a to ukradkiem spojrzę na Facebooka i LinkedIn…gdyby tak podsumować te wszystkie ukradkowe spojrzenia, zerknięcia, sprawdzania to nazbiera się nam przez cały dzień kilka godzin! Gdyby tak pod koniec naszego życia podsumować te wszystkie godziny wyrzucone do Internetowej próżni, to uzbierałoby się z dobre 20 lat! Tak, tak, ja nie żartuję! Aktualne badania mówią, że  dorosła osoba spędza przeciętnie 3 godziny na surfowaniu po sieci dziennie. W ostatecznym rozrachunku przepuszczamy około 15-20 lat naszego cennego życia w wirtualnej próżni.

Dość spożywania pustych internetowych kalorii!

 Nie wiem jak wy się czujecie po przeczytaniu takich danych, ale jak postanowiłam, że nie chcę już dłużej marnować życia na internetowe pseudo-atrakcje. Chcę kreować fantastyczne wspomnienia i mieć niezapomnianie wrażenia. Chcę próbować nowych rzeczy, zwiedzać świat i poznawać nowych ludzi. Po przeczytaniu książki „Supernawyk” powiedziałam: Dość! Dość spożywania pustych internetowych kalorii. Nadmierna ilość spożywanych cyfrowych kalorii ma jedną wielką wadę – okrada nas z cennego czasu i rozprasza naszą uwagę. A kiedy nasza uwaga jest rozproszona, to trudniej jest nam się skupić na wyznaczonym celu. Myślę, że nadmierne przebywanie w Internecie mocno drenuje naszą energię twórczą. Mam teraz bardzo ciekawe porównanie bo moja cyfrowa dieta trwa już drugi dzień.

Korzyści z ograniczenia czasu spędzanego w sieci

Jakie zauważam korzyści dnia drugiego? Tak jak dieta żywnościowa sprawia, że jesteśmy lżejsi i mamy lepszą kondycję, tak dieta cyfrowa sprawia, że nasz umysł robi się lżejszy i bardziej lotny, nasze myślenie jest bardziej klarowne, nasze cele stają się bardziej wyraziste. Ja na przykład dziś już od samego rana jestem w bardzo produktywnym i twórczym nastroju. Zauważyłam, że aby wejść w taki nastrój trzeba wstać wcześnie rano i zacząć dzień od pozytywnych nawyków, typu ruch, medytacja, pisnie, czytanie. Przede wszystkim jednak trzeba być bardzo spokojnym. A aby osiągnąć taki stan spokoju trzeba…medytować! Dziś praktycznie nieprzerwanie piszę! Wpierw pisałam sprawozdanie z tego jak upłynęła mi dziś moja godzinna medytacja. Teraz zaś aktualizuję swój pamiętnik. Po zakończeniu pisania pamiętnika, będę przerabiać kurs TEFL 5, a potem będę tworzyć księgę marzeń. Owszem spędziłam dziś trochę czasu na wizualizowaniu moich podróży po świecie, przeglądaniu czasopism podróżniczych, ale nie uznałabym tego za czas stracony. Wręcz przeciwnie, takie wizualizacje i marzenia, dodają wiatru w moje żagle i wlewają paliwo do mojego silnika napędowego!

Dziś sprawdziłam tylko raz moją skrzynkę mailową i konto Facebook. Zauważyłam, że za każdym razem kiedy wchodzę na jakiś portal społecznościowy to mój umysł spowalnia, a ja wchodzę w jakiś mentalno-kognitywny trans. Może po prostu wpadam w szpony złowieszczego, destruktywnego internetowego wahadła albo w sidła potwora o imieniu Nicość? Zatem oprócz tego, że moje soki twórcze płyną dziś wartko niczym górski potok, to jestem ogólnie żywsza i bardziej radosna. Moje zmysły jakby się wyostrzyły i mam wrażenie, że dźwięki są bardziej wyraziste i intensywne. Wszystko dziś jest jakieś skoczne i sprężyste, nawet moje palce i klawiatura laptopa. Zauważyłam, że jestem też o wiele bardziej produktywna kiedy pracuję w pokoju fortepianowym. Lubię spoglądać na niebo, chmury, koronę drzew i wieżę kościoła oraz zabytkowe budynki okalające kościół.

Stop prokrastynacji i traceniu czasu w necie. Nie daj się małpce wodzić za nos!

Książka Michaela Ruckera unaoczniła mi bardzo wiele istotnych rzeczy. Życie jest krótkie. Gdyby tydzień naszego życia porównać do małego diamencika, to wszystkie diamenciki jakie pozostały nam do dyspozycji zmieściłyby się na stołowej łyżce. Teraz pozostaje nam pytanie: czy wykorzystujemy swoje diamenciki w fajny, konstruktywny sposób, czy  nieświadomie trwonimy je? Dzięki książce Ruckera trafiłam też na bardzo interesujący blog pt. Wait but Why (adres strony: Wait But Who — Wait But Why) autorstwa Tima Urban i Andrew Finn. W blogu tym poruszana jest kwestia prokrastynacji oraz sposobów radzenia z nią. Ogólnie rzecz biorąc, prokrastynacja pojawia się wtedy kiedy stery naszego umysłu przejmuje małpka. Małpka to taka metafora naszej prymitywnej części mózgu, która chce się nieustannie bawić i doświadczać przyjemności. Małpka nie myśli o konsekwencjach swych zachowań i nie ma zielonego pojęcia co to jest odroczona gratyfikacja. Małpka chce mieć frajdę tu i teraz, natychmiast. Małpka idzie zawsze po najniższej lini oporu – minimalizuje wysiłek i  unika trudności za wszelką cenę. Autor bloga wyjaśnia, że małpka cały czas ciągnie nas do swojego Ciemnego Placu Zabaw. Dlaczego Ciemnego? Dlatego, że czas spędzony w tym miejscu to czas, który zanika w Nicości. Małpka i Nicość są za pan brat. Czas spędzony w Ciemnym Placu Zabaw daje frajdę małpiemu rozmumowi (łatwa i pusta rozrywka, niezasłużona), ale dla człowieka jest to czas spędzony bezproduktywnie – zmarnowane szanse, niezrealizowane cele i marzenia, poczucie porażki i pustki, przygnębienie etc. Zadaniem człowieka jest zakuć małpkę w dyby i wyruszyć do Ciemnego Lasu (metafora miejsca gdzie trzeba się wysilić aby zapracować sobie na wyznaczone cele). Dopiero po konstruktywnej pracy w Ciemnym Lesie można pozwolić sobie na nagrodę w Wesołym Miasteczku. Wesołe Miasteczko to metafora nagrody na jaką zapracowaliśmy sobie w Ciemnym Lesie. W Ciemnym Lesie trzeba się wysilić, przezwyciężyć trudności i pracować na nasze marzenia, na nasze cele; ale satysfakcja z takiej pracy jest bardzo duża –  poczucie spełnienia, satysfakcji, a nawet dumy z naszych wysiłków i  osiągnięć. Nagrodą jest też świadomość, że podjęliśmy konstruktywne działania aby chociaż o jeden centrymetr zbliżyć się do naszego wymarzonego życia.

Najtrudniejszy moment jest wtedy kiedy człowiek chce wyruszyć do Ciemnego Lasu (konstruktywny wysiłek – siłownia, bieganie, twórcza praca, studia, tworzenie jakiejś usługi albo produktu, czyli wszystko co wymaga od nas skupienia,  wysiłku fizcznego i kognitywnego), a małpa ciągnie go do swojego Ciemnego Placu Zabaw (pusta rozrywka, gry komputerowe, przebywanie w sieci, bezmyślne dłubanie w portalach społecznościowych, oglądanie TV etc). Trzeba w takim momencie przeciągania liny być zdecydowanym i nie dać małpie za wygraną. Trzeba powiedzieć jasno i wyraźnie: „To ja tu rządzę!” Kiedy już wygramy mentalne przepychanki z małpką, łatwiej jest przkroczyć granicę Ciemnego Lasu. Myślę, że im więcej czasu spędzamy w ulubionym miejscu małpki to jest Ciemnym Placu Zabaw, tym bardziej rozpieszczamy nasz małpi rozum. A gdy małpi rozum jest zbyt rozpieszczony, to zachowuje się tak jak rozwydrzone dziecko! Jest niespokojne, rozdygotane, manipuluje, kontroluje i doprowadza rodzica do szewskiej pasji. Im bardziej folgujemy naszemu małpiemu rozmumowi, tym bardziej się on rozrasta, nabiera na sile, nakręca i dominuje nasze wybory i zachowania. Trzeba mieć się cały czas na baczności i trzymać rękę na pulsie! Nie chcemy chyba aby u sterów naszego życia stała Małpa!

               Zarówno sobie jak i osobom czytającym ten wpis życzę dużo wytrwałości w zapasach z małpką. Jedno jest pewne – początki zawsze bywają najtrudniejsze, jednak z czasem wzmacniamy nasz „mięsień uporu i konsekwencji”. Tresowanie zwierząt wymaga czasu, konsekwencji i cierpliwości. Podobnie jest z ujarzmianiem naszej wewnętrznej małpki.

Leave a comment

Who's the Coach?

Ben Ruiz Oatts is the insightful mastermind behind this coaching platform. Focused on personal and professional development, Ben offers fantastic coaching programs that bring experience and expertise to life.

Get weekly insights

We know that life's challenges are unique and complex for everyone. Coaching is here to help you find yourself and realize your full potential.

We know that life's challenges are unique and complex for everyone. Coaching is here to help you find yourself and realize your full potential.